niedziela, 13 maja 2012

"Krwawe szaleństwo" - K. M. Moning + oTAGowani :)


Jakiś czas temu życia MacKayli Lane całkowicie się zmieniło. Obróciło się o 180 stopni. MacKayla poznała nowy świat, dowiedziała się kim jest, kilka razy ledwo uszła z życiem. Jak się okazuję to był dopiero początek.. życie dalej potrafi ją zaskakiwać.

MacKayla wraz ze swoim współtowarzyszem – Barronsem – nadal poszukuje Sinsar Dubh. Oczywiście prawie nikt nie chce do tego dopuścić. Wszyscy pragną wykorzystać Mac do osiągnięcia własnych celów. Dlatego nie ma się co dziwić, że Mac w końcu traci cierpliwość i przestaje być grzeczną dziewczynką. Bierze sprawy w swoje ręce i nie dba o to, co kto o tym pomyśli. Problem polega na tym, że nie zawsze umie sama sobie poradzić, ale na szczęście Barrons za każdym razem ratuje jej życie. Tylko kim tak naprawdę jest Barrons?

To już druga część Kronik Mac O’Connor. Przyznam, że jest to całkiem ciekawa seria, którą z pewnością można polubić i zachęcić innych do jej przeczytania. Akcja toczy się w miarę szybko, czasami nawet wybitnie szybko. Jednak nie ma strachu, nie da się zagubić w tym wszystkim, zawsze wiemy, co się dzieję i dlaczego. Spore opisy wiele nam wyjaśniają, zarówno jeśli chodzi o sytuacje jak i o odczucia czy refleksje Mac. Fabuła to w sumie kontynuacja tej z pierwszej części – Mac dalej poszukuje PM’ów, dalej żyje w Irlandii, dalej walczy o życie. Niby nic wielkiego, jednak autorka opisała to wszystko w bardzo przystępny i przyjemny sposób. Fakt, czasem opisy były według mnie przydługie i przelatywałam je tylko oczami, ale bywa i tak.

Książka potrafi czytelnika wciągnąć, trzeba się pilnować, żeby nie zapomnieć o normalnym świecie, bo powiem szczerze, można się troszkę zatracić w tym książkowym. Czyta się bardzo szybko, momentami rośnie napięcie oraz ciekawość. O tak, ciekawość na pewno. Lubię w książkach to, że nigdy nie wiem do końca kto jest kim. Taka nieprzewidywalność sprawia, że czyta się powieść znacznie lepiej. Bo co to za frajda, gdy od razu możemy wywnioskować o co chodzi, jak się coś skończy, albo kto jest dobry, a kto zły. Po co wtedy w ogóle czytać dalej? No a tutaj mamy znaczną dawkę nieprzewidywalności i to jest mega plus.

Bohaterowie nadal Ci sami, ale zwrócę tutaj uwagę na jedną rzecz – widać znaczne zmiany w zachowaniu Mac. Widać, że główna bohaterka dojrzewa, a wszelkie przygody, które przeżywa w Dublinie kształtują na nowo jej charakter. Przestaje już być słodką blondynką, zamienia się w odważną, pewną siebie kobietę, która nie boi się postawić na swoim i potrafi komuś nieźle przyłożyć jak trzeba. Natomiast Barrons nadal mnie fascynuje. Tak bardzo chciałabym się dowiedzieć kim jest naprawdę, że po prostu coś mnie rozrywa od środka. Jego tajemniczość jest jednym słowem mówiąc niesamowita.

Większych minusów w książce nie zauważyłam, uważam, że ta seria jest naprawdę warta przeczytania, tym bardziej, że czuję iż kolejne części będą jeszcze lepsze i bardziej gorące. Drobne potknięcia i minusy są zaćmione przez większość plusów, jakimi są np. prosty w odbiorze język, ciekawa fabuła, intrygujący bohaterowie czy też zupełnie inne przedstawienie elfów, niż te, które poznałam w innych powieściach. Polecam każdemu, kto ma ochotę przeczytać dobrą książkę.


A teraz pytania:

Od Upadły Anioł:

1.Ulubiony pisarz? Jan van Helsin to na pewno, a tak to chyba Richelle Mead, Meg Cabot i Tolkien.
2. Lektura, której nie byłeś/łaś w stanie przeczytać do końca? W ogóle mało lektur czytałam, ale najciężej było z Robinsonem Cruzoe.
3. Ulubiony bohater literacki? Heathcliff z „Wichrowych wzgórz”
4. Ulubiony bohater filmowy? Ostatnimi czasy Micheletto z „Rodziny Borgiów”
5. Znienawidzona książka? Nie mam chyba takiej, której bym jakoś szczególnie nienawidziła.
6. Czy często korzystasz z zasobów bibliotecznych? O tak, bardzo często.
7. Tytuł ostatnio kupionej powieści? „2012 – wojna o dusze”
8.Ile godzin poświęcasz na czytanie w ciągu dnia? Będzie ok. 2 godzin.
9.Gatunek literacki jaki najbardziej lubisz? Fantasy.
10. Czytasz horrory? Owszem, zdarza mi się.
11. Co sądzisz o biografiach, czy zawierają całą prawdę? Myślę, że w dużej mierze tak, ale pewnie są trochę podkoloryzowane.

Od Ciarolki:

1. Skąd wziął się twój nick? Shetani – z języka Suahili znaczy Diabeł. I tak kiedyś znalazłam na necie i tak się przyjęło. Znajomi skrócili do Sheti.
2. Bloga założyłaś po wielu dniach przemyśleń czy raczej była to spontaniczna decyzja? Bloga to ja założyłam, bo mnie dziewczyny maltretowały. xD
3. Najgrubsza książka jaką przeczytałaś? Kurde, sama nie wiem…
4. Ile średnio książek czytasz w miesiącu?  Zależy od miesiąca, ale 5,6 na pewno.
5. Ulubiony kolor. Czarny.
6. Ile książek kupujesz w miesiącu? To też zależy od miesiąca i funduszy, ale zazwyczaj w każdym miesiącu jakąś kupuję.
7. Ulubiona seria? „Pośredniczka” Meg Cabot.
8. Gdzie byłaś ostatnio na wakacjach? A ja to sobie tak różnie jeżdżę na parę dni gdzieś.
9. Jaki rodzaj kawy i herbaty lubisz najbardziej? Kawy nie pijam, chyba, że cappuccino, a herbata to zielona i czerwona.
10. Ulubiony serial. „Pamiętniki wampirów” i „Rodzina Borigów”
11. Wolisz komputer stacjonarny czy laptopa? Laptopa.



OD MałaEmily:

1.Ulubiony aktor/aktorka, którego możesz oglądać na okrągło? Orlando Bloom.
2. Czy jak byłaś/byłeś dzieckiem to zbierałaś/zbierałeś coś, a może nadal zbierasz? Zbieram kapselki z piwa. Nie wiem po co, tak już mam.
3.Ulubione ciasto? W-Z.
4. Czy miałabyś/miałbyś odwagę skoczyć na bungee?  Tak.
5. Ulubiony cytat z książki. Za dużo ich J
6.Jakiego pisarza podziwiasz najbardziej? Tolkiena, za to, że stworzył taki niesamowity świat.
7. Najgorsza książka, którą przeczytałaś/eś? I dlaczego? Chyba „Enklawa” i „Gwiazda anioła” – zero emocji, po prostu były okropne.
8. Jak zazwyczaj spędzasz wakacje? aktywnie czy raczej obijać się? A i tak i tak :D
9. Moja najbradziej zwariowana przygoda, z której śmieje się do tej pory to... wolę nie mówić ; )
10. Mój ulubiony kolor to... czarny.
11. Z jaką postacią z książki/filmu mogłabyś/mógłbyś się utożsamić? Z Suze z „Pośredniczki” i z Georginą Kincaid z serii o Sukubie.

Od awioli:

1. Czy istnieje książka, której nie doczytałaś do końca? „Pan Tadeusz” – poległam na 12 księdze.
2. Czy istnieje twoja ulubiona filmowa ekranizację polskiej powieści? Polskiej? Chyba nie.
3. Z którym autorem chciałabyś się spotkać osobiście i porozmawiać? Richelle Mead, Meg Cabot, J.R.R. Tolkien, Jan van Helsing.
4. Czy czytasz poezję? Owszem, zdarza mi się.
5. W jakim celu stworzyłaś swojego bloga? W sumie już kiedyś prowadziłam i to lubiłam, więc jak dziewczyny mnie zaczęły namawiać na kolejnego to jakoś założyłam.
6. Jaka jest twoja ulubiona postać literacka i dlaczego? Jak już wspominałam Heathcliff. W sumie ciężko mi było wybrać jedną postać… a czemu on? Nie wiem sama, po prostu zdobył moje serce i koniec.
7. Czy istnieje taka książka, którą czytałaś wiele razy i nadal odkrywasz w niej coś nowego? Szczerze? „Biblia Szatana” – tam za każdym razem można zauważyć coś nowego.
8. Jaki jest twój ulubiony polski pisarz? Nie posiadam.
9. Jakie masz dalsze plany rozwojowe dotyczące bloga? Jakoś tak konkretnie to chyba żadne póki co. Może coś wymyślę po sesji.
10. Czy wiążesz swoją przyszłość zawodową z rynkiem księgarskim? Raczej nie.
11. Czy zamieniłbyś tradycyjne papierowe książki na formę elektroniczną, gdyby były za darmo? Nie, zdecydowanie nie. Jednak zapach nowej książki i w ogóle trzymanie jej w ręce i to jak ładnie stoją na półce.. to ma swój czar i urok.

Od Dusi:


1. Jak zaczęła się twoja przygoda z blogowaniem? Dziewczyny z forum mnie namówiły :)
2. Jakie masz inne zainteresowania oprócz książek?
Biotechnologia, genetyka, zwierzęta, ezoteryka, Starożytny Egipt, parapsychologia.
3. Ulubiony/ulubione gatunki literackie?
Fantasy, fantastyka.
4. Masz jakieś niezapomniane wspomnienie z dzieciństwa? Jakie? 
Krude trochę ich jest, ale żadne nie jest aż na tyle wyrażne i niezapomniane.
5. Wolisz twardą czy miękką okładkę?
Ładniej wygląda twarda, ale chyba wygodniej się czyta z miękką.
6. Ulubiona lektura?
"Mistrz i Małgorzata"
7. Masz jakieś plany na przyszłość?
Zostanie doktorem genetyki, tytuł profesora i nagroda Nobla :D
8. Często oglądasz blogi innych?
Taaak.
9. Lubisz czytać na świeżym powietrzu?
Owszem, bardzo.
10. Jaki jest / był twój przedmiot w szkole, z którym miałaś problemy?
Problemów jako takich z żadnym nie miałam, ale nie lubiłam przedsiębiorczości i WOSu.
11. Czy jesteś szalona czy raczej spokojna?
Myślę, że to zależy od sytuacji, ale bardziej szalona.

Niestety sama chyba nikogo nie zaproszę do zabawy, ponieważ chyba wszyscy już się w to bawili, a i nie mam pomysłu na żadne pytania. Ciężko z czasem, sesja coraz bliżej, więc sporo nauki. Dodatkowo wszelkie możliwe bóle i choroby mnie dorwały. 


wtorek, 8 maja 2012

"Furie" - Elizabeth Miles


Karma. Dość znane słowo. Co oznacza? W skrócie to, że to, co robimy innym ludziom, wróci do nas. Czyli jeżeli sprawimy, że ktoś z naszej winy będzie cierpiał, to nas także to czeka. Jednym słowem za złe czyny czeka nas kara. Wierzycie w coś takiego? Może powinniście zacząć.. bo Furie mogą odwiedzić i Was.

W Ascension panuje zima, a dokładniej okres świąteczny, uczniowie mają ferie. Wszystko jest piękne – świąteczna atmosfera, pada śnieg, piękne widoki, a dodatkowo imprezy. Jednakże nic nie może być piękne i idealne zbyt długo. Emily jest nieszczęśliwie zakochana, Chase ma problemy, Sasha próbuje się zabić. A dodatkowo w mieście zjawiają się trzy tajemnicze dziewczyny. Trzy dziewczyny, które niektórym zostawiają pewien symbol – czerwony storczyk. I tutaj właśnie przekonamy się, że kwiaty nie zawsze oznaczają coś dobrego.

Sięgnęłam po „Furie” ponieważ bardzo lubię mitologię. Odkąd pamiętam interesuję się tą tematyką, więc gdy zobaczyłam sam tytuł i opis to wiedziałam, że będę chciała przeczytać tą powieść. Jednakże troszkę się zawiodłam. Zdecydowanie za mało mitologii w tym wszystkim. Marna namiastka, która w ogóle nie pozwoliła nam się dowiedzieć o furiach czegoś więcej. A szkoda. Zero informacji o pochodzeniu, zadaniach, ani skąd się wzięły. Poza tym ogólnie wcale nie było ich w książce za dużo jako samych postaci.

Język jest dość prymitywny. Niektóre wypowiedzi są po prostu denne i płytkie. Po prostu czasami ręce mi opadły i już chciałam zwątpić i nie czytać dalej, jednak przełamałam się. Wszystko w tej książce jest bardzo proste i przewidywalne. Nawet nie chciało mi się zastanawiać nad tym, co się wydarzy, jakoś szczególnie mnie to nie zainteresowało. Po prostu czytałam, żeby czytać. Narracja jest trzecio osobowa, co nie pozwala nam lepiej poznać żadnego z bohaterów. Poza tym sami bohaterowie są tak słabo wykreowani, że i tak ich za dobrze nie poznajemy. Oni po prostu są i tyle. Żadnych ciekawych osobowości, nikt nie przyciągnął mojej uwagi. Nawet tytułowe Furie nie były dobrze przedstawione.

Pomysł na fabułę może i dobry, a także ciekawy, ale naprawdę kiepsko zrealizowany. Myślę, że autorka mogła się lepiej postarać i przyłożyć do napisania tej książki. Zagłębić się bardziej w mitologię, lepiej przedstawić bohaterów, ciekawiej wszystko opisać, żeby wzbudzić w czytelniku zainteresowanie. Zabrakło mi tego. Tak samo jak i emocji – naprawdę nic nie czułam, gdy czytałam tą książkę. Nic a nic.

Powiem tak – potencjał był, widać, że pani Miles dopiero zaczyna pisać. Może będzie jej to szło coraz lepiej, tutaj jednak potencjał nie został wykorzystany wystarczająco. W sumie nie chciałam aż tak bardzo negatywnie ocenić tej książki, ale jakoś tak samo wyszło podczas pisania. Widocznie takie są moje prawdziwe odczucia, skoro piszę na automacie. Czy warto po nią sięgnąć? Jak się komuś wybitnie nudzi i nie ma już kompletnie co robić – proszę bardzo. Zdarzały się i tak gorsze pozycje.


sobota, 5 maja 2012

"Piosenki dla Pauli" - Blue Jeans


16 lat to piękny wiek, prawda? Nie jest się już dzieckiem, ale dorosłym jeszcze też nie. Z jednej strony to piękny okres w życiu każdego, a z drugiej pełen rozterek, kłótni, płaczu. Pójście do liceum, pierwsza miłość, imprezy ze znajomymi. I tak to się wszystko przeplata ze sobą – radość i smutek, miłość i nienawiść, przyjaźń, zdrada…

Paula ma prawie 17 lat. Na czasie internetowym poznaje Angela – starszego o ponad 5 lat dziennikarza muzycznego. Po 2 miesiącach ciągłych rozmów internetowych nadchodzi czas spotkania na żywo, jednak Angel niemiłosiernie spóźnia się na randkę. Paula czekając na dziennikarza spotyka w kawiarni bardzo przystojnego chłopaka o przepięknym uśmiechu – Alexa. Tak się składa, że oboje czytają tą samą książkę, a Alex podstępnie podrzuca Pauli swój adres e-mail. Kogo z nich wybierze Paula?

Książka jako całość okazała się całkiem przyjemna. Miło się czytało, była to na pewno odmiana od fantastyki czy paranormalnych romansów. Jest to prosta historia o rozterkach 17-letniej dziewczyny. Były w niej jednak momenty, które naprawdę potrafiły wyprowadzić mnie z równowagi.

Język powieści jest bardzo prosty, łatwy w odbiorze, łatwy w zrozumieniu. Nie ma zawiłości językowych, wszystko jest klarowne i przejrzyste. To, a także fakt, że rozdziały są dosyć krótkie, sprawia, że książkę czyta się niezmiernie szybko, mimo tego, że ma ponad 600 stron. Pomysł zwyczajny, życie nie jednej 16 czy 17-letniej dziewczyny dokładnie tak wygląda, więc nie ma tu niczego wybitnego. W każdym bądź razie jest to opisane naprawdę ciekawie i przyjemnie się czyta. Plusem jest też ładna oprawa graficzna. Bądź co bądź, ludzie są raczej wzrokowcami, więc różne elementy ozdobne sprawiają, że wszystko wydaje nam się ładniejsze.

Narracja trzecio osobowa z punktu widzenia wszechwiedzącego obserwatora. Mimo to, poznajemy punkt widzenia każdego niemal bohatera, co sprawia, że poznajemy ich coraz lepiej. Faktycznie, bohaterowie są naprawdę dobrze wykreowani. Jednak tutaj właśnie muszę dojść do sedna tego, co mnie w książce denerwowało. Główna bohaterka – Paula. Uważam, że 17-letnia dziewczyna nie zachowuje się tak jak ona. Z jednej strony chce być dorosła, a z drugiej zachowuje się jak 12-letnia dziewczynka. Nie chodzi już nawet o jej plecak z atomówkami. Po prostu odniosłam wrażenie, że ona jest strasznie zagubiona i dziecinna, wręcz niedojrzała emocjonalnie. To mnie niestety wyprowadzało z równowagi. Jej przyjaciółki momentami nie były lepsze, ale przynajmniej były bardziej dojrzałe, mimo wszystko. Co się tyczy Alexa i Angela – ich polubiłam, ich zachowania i wypowiedzi były naprawdę dużo lepsze niż głównej bohaterki. Nie wiem czy autorka chciała celowo przedstawić różnicę wieku pomiędzy 22-letnimi chłopakami i 17-letnimi dziewczynami, jednak myślę, że trochę przesadziła w tym przypadku. Co się tyczy rodziców Pauli – tutaj też doznałam lekkiego szoku, gdy padło hasło, że Angel mógłby być jej ojcem, bo jest taaaaaaaaaaaki stary. Naprawdę to też była przesada. W ogóle zachowanie rodziców Pauli było po prostu chore. Polubiłam również Irene, która przynajmniej dodawała pikanterii do całej historii.

Co do wątku miłosnego – uważam, że miłość Angela i Pauli była momentami przesłodzona. Czasami aż się niedobrze robiło od tej słodkości. Jednak gdyby przymknąć na to oko, to wątek zrealizowany całkiem dobrze, podobnie jak cała reszta. Mamy tutaj bowiem kilka wątków, nie tylko miłosnych, wszystkie jednak są ze sobą połączone i przeplatają się. Dużym plusem jest to, że poznajemy uczucia, myśli i punkt widzenia każdego bohatera. Jest tutaj także dawka pewnych emocji, zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. Widać, że książka jest dopracowana, że zadbano o najmniejsze nawet szczegóły. Drobne niedociągnięcia, o których wspominałam, faktycznie są, ale przecież to się zdarza. Poza tym dobre opisy, które oddają nam widok miejsc i sytuacji wiele dają.

Całość oceniam naprawdę pozytywnie. Jest to po prostu historia codziennego życia, którą każdy z nas pewnie już nie raz widział, czy słyszał. Jest jednak opisana w lekki i przyjemny sposób. Na pewno mogę polecić ją nastolatkom, które powoli wchodzą w okres dojrzałości i spotkają się wkrótce z problemami, z którymi styka się główna bohaterka. Wam na pewno przypadnie do gustu. Jednak myślę, że dziewczynom nieco starszym również. Mnie się podobało, miłe oderwanie się od wszystkiego. Także ogólnie rzecz biorąc, polecam.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Jaguar: 



niedziela, 29 kwietnia 2012

"Anna we Krwi" - Kendare Blake

Macie może kota? Tak? No dobra. A zdarzyła się może kiedyś taka sytuacja, że kot zachowywał się dziwnie? Biegał za czymś jak opętany, patrzał w jedno miejsce, budził się nagle i zrywał z kanapy albo polował na coś, czego nie widać? Zapewne tak. I teraz pomyślmy logicznie.. czy to dlatego, że koty już tak mają, czy to może dlatego, że koty wyczuwają obecność duchów?

Cas Lowood zabija umarłych. Nie zombie, lecz duchy. To taki rodzinny biznes, jego przodkowie też to robili. Cas chce pomścić śmierć swojego ojca, który zginął z rąk pewnej potężnej zjawy. Podróżuje wraz ze swoją matką, która jest czarownicą, i zabija każdego ducha, którego spotka na swoje drodze. Do czasu. Bo gdy trafia do miasta Thunder Bay, którego największą legendą jest Anna Korlov, lepiej znana jako Anna we Krwi, Cas nie zabija jej. Co więcej ona nie zabija jego, mimo że w piwnicy w jej domu jest dość pokaźna kolekcja trupów…

Do sięgnięcia po „Annę we Krwi” z całą pewnością zachęciła mnie okładka oraz sam tytuł. Nie da się przejść obok tych dwóch rzeczy obojętnie. Okładka jest piękna, mroczna i tajemnicza. Tytuł przyprawia o ciarki na plecach i intryguje. Potem natrafiłam na trailer książki i już wiedziałam, że nic nie powstrzyma mnie przed przeczytaniem jej!

W sumie w wielu pozycjach mieliśmy już do czynienia ze zjawami i łowcami. Tutaj jest dokładnie ta sama zasada i ten sam motyw. Akcja toczy się dość szybkim tempem, jednakże czytelnik ma czas na własne przemyślenia oraz refleksje no i na pewno nie zagubi się w tym, co się aktualnie dzieje. Nie ma tutaj szybkich przeskoków z miejsca na miejsce, ani ciągłych zmian tematu. Język jest bardzo prosty i miły w odbiorze, czasem trochę ostrzejszy, występują przekleństwa, które mimo wszystko nie rażą jakoś wybitnie w oczy. Może nawet były tutaj potrzebne, żeby dodać dramaturgii. Narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia głównego bohatera, czyli Cas’a Lowooda, dodatkowo w czasie teraźniejszym. Trochę dziwnie mi się czyta ten rodzaj narracji, ale nie narzekam. Książka jest napisana w taki sposób, że czyta się ją bardzo szybko.  Zakończenia niektórych rozdziałów sprawiały, że przeszywały mnie ciarki i zdecydowanie wzrastało napięcie.

Opisy są wystarczające, jednak myślę, że mogłyby być nieco bardziej dokładne. Oczywiście w miarę dało się sobie wyobrazić świat powieści, a także poszczególnych bohaterów, ale zdecydowanie można było to dopracować jeszcze bardziej. Uważam także, że wątek romantyczny powinien być tutaj lepiej zrealizowany, a także różne sytuacje przyczynowo-skutkowe. Emocje pewne były, jednak zdecydowanie za mało. Mimo to, książka ma spory potencjał, który został w dużej mierze wykorzystany. Znajdziemy tutaj pewne niedociągnięcia, czasami wszystko jest zbyt proste i oczywiste, czasami niektóre rzeczy mogą nam się wydawać płytkie i denne. Jednak całość jest całkiem przyjemna. Dużym plusem jest według mnie także to, że autorka nie boi się uśmiercać bohaterów. Zazwyczaj unika się czegoś takiego w książkach, a tutaj jest to trochę na porządku dziennym. I to jest całkiem nieźle opisane, ja do tej pory mam kilka trupów przed oczami.

Bohaterowie są przedstawieni dość wyraźnie, by zauważyć pewne ich cechy oraz poglądy czy też nawyki. Wszyscy są teoretycznie zwykłymi nastolatkami, jednak każdy ma w sobie coś innego. Cas jest bardzo miłym chłopakiem, który ma jasno określony w życiu cel. Z pewnością można go polubić. Spodobało mi się przedstawienie Anny, było widać, że jako zjawa jest nieco zagubiona i zawieszona między dwoma światami, a także rozdarta wewnętrznie. I muszę pochwalić tutaj złamanie stereotypu najpopularniejsze dziewczyny w szkole. Carmel wcale nie była pustą lalą, której w głowie tylko wywyższanie się i uprzykrzanie innym życia.

„Anna we Krwi” jest lekką, przyjemną książeczką do przeczytania na jeden wieczór. Można się oderwać od rzeczywistości i na chwilę zostać łowcą duchów. Nie jest to pozycja wybitna, ale zła także nie. Zaliczyłabym ją do książek dobrych, po prostu dobrych. Ma swoje plusy i minusy, ale przeczytać można. Nie zajmuje to dużo czasu, jednak nie uważam tych kilku godzin za czas stracony.



_________________________________________________________________________________
Ahhh.. 9 dni wolnego. Chociaż nie wiem czy słowo "wolne" to dobre określenie. Kilka sprawozdań z chemii fizycznej i fizyki, przepisanie wykładów, nauka na egzaminy i kolokwia, ogarnięcie notatek... piękna majówka.
A na dodatek jutro będę stara. Ostatnie naście lat... depresja jak nic xD.
A ogólnie to jest to naprawdę piękne uczucie, wiedzieć, że jest ktoś, kto mimo tego, że mieszka na drugim końcu Polski myśli o mnie i pamięta. Nawet głupia pocztówka potrafi sprawić człowiekowi tyle radości.
I bardzo mi się podobał wczorajszy dzień. Zdecydowanie brakowało mi takiego siedzenia na trawie na odludziu, chodzenia po torach i kamieniach, jedzenia chrupek, lodów i picia taniego wina. Tak, czasem trzeba.
A tymczasem czas na chemię organiczną...A gratis wrzucę jeszcze piosenkę, która im ciągle chodzi po głowie: